We wsi go opluli, a po tygodniu do jego płotu przybył generał

Generał osobiście zawiózł do domu Very ogromne worki z jedzeniem, które jego pomocnicy rozpakowali, i zostawił kopertę z pieniędzmi na leczenie. I zwrócił rozkaz Milutinowi.

„Rozkaz przywrócenia odznaczenia został już podpisany” – powiedział na pożegnanie. „A my naprawimy twój dach, Piotrze Iljiczu. Brygada przyjedzie jutro”.

Kiedy pochód odszedł, ulica długo pozostawała pusta. Ludzie wstydzili się wychodzić. Wieczorem sąsiedzi zaczęli przychodzić na ganek Milutina. Jedni z pasztecikiem, inni ze słoikiem ogórków, jeszcze inni po prostu – by usiąść, ugniatać w dłoniach czapki i prosić o przebaczenie.

Starzec Milutin nikogo nie przeganiał. Siedział na ławce, głaszcząc odzyskany porządek i obserwując zachód słońca. Wiedział, że usta świata są jak wiatr – dziś wieją z przodu, jutro z tyłu. Najważniejsze to pozostać człowiekiem, nawet jeśli nikt wokół w to nie wierzy.