We wsi go opluli, a po tygodniu do jego płotu przybył generał

Generał zrobił krok naprzód i mocno, mężnie objął wątłego starca. Potem wyjął z kieszeni małe aksamitne pudełeczko. To właśnie to.

— Samsar okazał się dobrym człowiekiem, Piotrze Iljiczu — powiedział generał cicho, ale tak, żeby usłyszeli go sąsiedzi. — Zobaczył numer na orderze. Zrozumiał, czyje to odznaczenie. Zadzwonił do rady weteranów. Nie można wyrzucać takich rzeczy. Wiemy, dlaczego to zrobiłeś.

Generał zwrócił się do tłumu. Ludzie wpatrywali się w ziemię. Było tak cicho, że słychać było brzęczenie much.

— Czy ty w ogóle wiesz, obok kogo mieszkasz? — głos żołnierza stał się stalowy. — Ten człowiek wyciągnął mnie z płonącego czołgu czterdzieści lat temu. A teraz sprzedał swój jedyny majątek, żeby uratować dzieci sąsiadów przed głodem i kupić lekarstwa dla ich matki. A ty?

Nie dokończył. Machnął ręką, jakby chciał coś przeciąć.