— Marie!
krzyknął drżącym głosem.
Kobieta przybiegła. Uklękła obok niego i dotknęła palcami ziemi.
— Dobrze…
wyszeptała.
Tego dnia Ion nie czuł już zmęczenia. Pracował do późnej nocy. Następnego dnia znalazł kolejną działkę. A potem kolejną. Wzgórze nie umarło. Zostało tylko pogrzebane z powodu zaniedbania.
Zaczęli systematycznie sprzątać. Układali duże kamienie jeden na drugim, budując mur. Z innych kamieni zrobili fundament. Miejsce zmieniało się co tydzień.
Maria przyniosła nasiona od sąsiada. Cebulę. Ziemniaki. Kukurydzę. Sadzili z obawą, ale i nadzieją.
Pierwszy obfity deszcz spadł w niedzielę. Stali pod okapem i patrzyli, jak ziemia pochłania wodę. Dwa tygodnie później pojawiły się pierwsze zielone pędy.
Maria płakała. Tym razem z radości.
Wiadomość szybko rozeszła się po wioskach. Ludzie zaczęli wspinać się na wzgórze, zdumieni.
— Kto by pomyślał…