Więzienny tyran nęka starszego mężczyznę

— Staruszku, chyba nie rozumiesz. Mówiłem ci, że tutaj to ja decyduję, co i kiedy robisz.

Artur kontynuował żucie.

W sali zapadła gęsta cisza. Nikt nie oddychał.

Kelan wstał. Krzesło zaskrzypiało, a ten dźwięk sprawił, że ktoś podskoczył. Podszedł do stołu starca i położył mu ciężką dłoń na ramieniu.

— Pozwól, że cię o coś zapytam, staruszku: czy ogłuchłeś?

Wtedy stało się coś dziwnego. Artur odłożył łyżkę. Powolny, wyrachowany ruch. Potem podniósł wzrok.

To spojrzenie…

Nie było to spojrzenie przestraszonego starca. Ani człowieka przyzwyczajonego do bicia. To było spojrzenie kogoś, kto widział płynącą krew i nie mrugnął. Kogoś, kto zrobił rzeczy, których inni nie mogli sobie nawet wyobrazić.

Więźniowie to poczuli. Niektórzy z trudem przełknęli ślinę. Inni przeżegnali się, nie zdając sobie z tego sprawy.

Kelan zawahał się przez pół sekundy, ale jego ego było zbyt wielkie.

— Myślisz, że jesteś interesujący, prawda?

Wtedy Artur wypowiedział swoje pierwsze słowa od wejścia do więzienia:

— W nic nie wierzę, mój chłopcze. Po prostu nie wiesz, z kim rozmawiasz.