Stałam tam, oparta o zlew, z opuchniętymi oczami i zapartym tchem. Nie mogłam uwierzyć, że te słowa wyszły z ust człowieka, dla którego poświęciłam całe życie. Latami powtarzałam sobie, że poświęcam się z miłości, że każdy poddałby się bólowi i bezradności. Ale tego wieczoru, patrząc w lustro, doznałam gorzkiego olśnienia: nie byłam żoną, tylko… pracownikiem pomocniczym. Nawet nie dostawałam pensji.
I po raz pierwszy od dawna po prostu powiedziałam sobie: Dość.
Następnego ranka zeszłam do kuchni ze spokojem, którego nie czułam od lat. Bez słowa postawiłam śniadanie na stole. Henric spojrzał na mnie przelotnie, z tą samą zwykłą wyższością, ale w jego głosie słychać było niecierpliwość.