Jej oddech przyspieszył, nie wiedząc dlaczego. Nie chciała wyjść na paranoiczkę, ale nie mogła też zignorować ostrzeżenia. Rozejrzała się, szukając Andrieja. Jeszcze się nie odwrócił.
Powolnymi ruchami położyła torbę na kolanach, zapięła ją i schowała w niej chusteczkę. Powiedziała sobie, że przeczyta ją tylko wtedy, gdy zobaczy coś jeszcze dziwnego. Do tego czasu musiała zachować spokój.
Ale spokój nie chciał jej opuścić.
W ciągu następnych dwóch minut zauważyła trzech mężczyzn w czarnych garniturach, którzy dziwnie poruszali się wśród ludzi. Nie wyglądali na pasażerów. Nie mieli bagażu. Wpatrywali się w tablice odlotów, nie wydając się zainteresowani czytaniem. Jeden z nich trzymał przy ustach maleńki mikrofon.
Carmen poczuła, że oblewa ją pot.