Wrócił wcześniej z Chin, ale to, co zastał w domu, sprawiło, że stracił rozum

Następnego ranka podwórko było pełne policjantów, sąsiadów i reporterów. Ludzie rozmawiali szeptem, a kamery telewizyjne tłoczyły się przy bramie.

Mężczyzna w garniturze, z zagubionym wzrokiem, siedział na ławce, trzymając za rękę śpiącą dziewczynkę. To był Alexandru. Nie powiedział ani słowa od czasu, gdy zadzwonił na policję.

Po prostu głaskał Lucię po włosach, jakby chciał zetrzeć dłonią lata strachu.

„Panie Radu, musimy pana zapytać…” – powiedział policjant z wahaniem.

„Nie mam nic do powiedzenia. Widział pan to na własne oczy”.