Słowa wyszły ledwo szeptem, ale kryła się w nich głęboka, cicha złość.
Sofię wyprowadzono z domu w kajdankach, płaczącą i krzyczącą, że to wszystko było nieporozumieniem. Ale mężczyźni, którzy przybyli do luksusowej willi, już ją zdemaskowali. Pokazali im wiadomości, przelewy pieniężne, nagrania z ukrytej kamery.
Dla Alexandru to wszystko już nie miało znaczenia. Chciał tylko, żeby jego dziecko było bezpieczne.
W kolejnych dniach prasa zrobiła z jego historii sensację. Wielkie nagłówki: „Żona milionera – podwójne życie i piekło dla pięcioletniego dziecka”. Ale pomijając skandal, był złamanym człowiekiem, który uczył się na nowo oddychać.
Sprzedał willę. Zamknął interesy. Zabrał Lucię i przeprowadził się do wioski niedaleko Pitesti, do starego domu, który odziedziczył po rodzicach.
Miesiącami pracował gołymi rękami. Naprawił dach, rozpalił w piecu, posadził kwiaty w ogrodzie. Lucia znów się śmiała, bawiła się z kotami i biegała po trawie.