Pięć lat wcześniej Emily straciła sześciomiesięczną córeczkę z powodu nagłej choroby. Od tamtej pory unikała trzymania niemowląt na rękach. Ból był zbyt silny.
„Emily” – powiedział pilnie dr Collins – „potrzebuję pomocy. Będzie potrzebowała całodobowej opieki”.
Emily zawahała się. Dziecko otworzyło oczy i spojrzało na nią.
Coś w Emily — coś, co uważała za martwe — poruszyło się.
„Pomogę ci” – wyszeptał.
Kiedy lekarz położył jej dziecko w ramionach, płacz ucichł. Dziewczynka z zaskakującą siłą zacisnęła palce na palcu. Emily zaczęła nucić kołysankę, której nie śpiewała od lat.
Dziecko się zrelaksowało.
Caleb poczuł gulę w gardle.
Przez trzy dni Caleb i Emily na zmianę się nią opiekowali. Butelki co dwie godziny. Monitorowali jej oddech. Dbali o jej ciepło.
Trzeciego dnia, gdy jej policzki odzyskały kolor, a oddech się ustabilizował, Emily powiedziała cicho:
—Nie możemy ciągle nazywać jej „dzieckiem”. Ona potrzebuje imienia.