„Wrzucili nas w góry, żebyśmy zginęli razem z naszym starym psem”

„Zapach palonego drewna… Tęskniłam za nim” – wyszeptała.

Dni zaczęły płynąć powoli. Rąbałem drewno, Strajer szedł za mną krok w krok, a Iulia szyła w słabym świetle okna. Każdego wieczoru zbieraliśmy się we trójkę przy piecu.

Na początku sąsiedzi z wioski patrzyli na nas z podejrzliwością. Ale po pewnym czasie zaczęli wpadać z bochenkiem chleba, butelką mleka czy dobrym słowem. Nikt nie pytał, dlaczego dwóch starców mieszka samotnie ze starym psem na szczycie góry. Może dlatego, że wszyscy wiedzieli, co to znaczy stracić wszystko, ale zachować godność.

Zima nadeszła szybciej, niż się spodziewaliśmy. Wszędzie padał śnieg, a szron przegryzał mokre drewno. Pewnej nocy Străjer zaczął głośno szczekać. Wstałem i zobaczyłem, że część dachu się zawaliła. Naprawiłem ją zmarzniętymi rękami, podczas gdy pies stał obok mnie, drżąc z zimna.