Pewnego letniego wieczoru Străjer położył się u naszych stóp i już nigdy nie otworzył oczu. Julia płakała cicho, a ja kopałem rękami dziurę pod wiśnią w ogrodzie.
Kiedy skończyliśmy, rozejrzałem się: góra, domek, cisza. Nie mieliśmy już niczego, co kiedyś do nas należało, ale mieliśmy coś cenniejszego – spokój.
Uścisnęłam dłoń Julii i powiedziałam cicho:
– Dzieci zostawiły nas na śmierć w górach. Ale spójrz, kochanie… tutaj nauczyliśmy się żyć na nowo.