Wstydzę się zabrać cię ze sobą na bankiet.

Nadia milczała przez kilka sekund. Pytanie wydało jej się dziwne, jakby ktoś nagle wyrwał ją z długiego snu.

„Nie” – powiedziała cicho. „Albo… jeszcze nie.”

Oleg uśmiechnął się lekko, bez nalegania.

„Powinnaś się nad tym zastanowić. Do naszych piekarni przychodzi mnóstwo ludzi. Mamy też kąciki z lokalnymi produktami. Rękodziełem. Ludzie tego szukają.”

Skinęła głową, raczej z grzeczności. Serce biło jej szybko. Nie dla niego. Dla siebie.