Dyrektor azylu spojrzał na mnie, jakbym była kimś, kogo nigdy by się tam nie spodziewał. Wstał z krzesła tak gwałtownie, że uderzyło ono o ścianę.
— Pani… pani? — wyjąkał.
Odłożyłam torbę i westchnęłam cicho.
— Tak, to ja. Maria Ionescu.
Jego twarz zmieniła się diametralnie. Nie był już przestraszony. Był… zdezorientowany.