Ten zapach uderzył go prosto w żołądek. Nie był ciężki, nie był intensywny, ale było w nim coś, co sprawiło, że skóra na karku stanęła mu dęba. Lenuțu zatrzymał się z latarką w dłoni i nasłuchiwał. Budynek był cichy, opustoszały, jak od lat. Ale zimne powietrze wydobywające się zza ściany nie kłamało: była tam pusta przestrzeń. Miejsce, o którym nikt nie mówił.
Zapukał dwa razy w ścianę. Dźwięk powrócił inaczej, jak krótkie, głuche echo. Zapukał jeszcze raz. To samo.
Uklęknął i przyłożył ucho do ściany. Przez chwilę zdawało mu się, że coś słyszy: oddech? Uderzenie? A może tylko bicie serca?