Clara poczuła, jak całe powietrze w pomieszczeniu ściska się w piersi. Wszyscy patrzyli na nią, a śmiech dźgał ją niczym igły w duszy. Chciała uciekać, ale nogi odmawiały jej posłuszeństwa. W oczach Alexandru widziała pogardę, którą bogacze czuli przez tyle lat.
Tego wieczoru, gdy wszyscy tańczyli i brzęczeli kieliszkami, Clara wycofała się do szopy na tyłach domu, odłożyła miotłę i cicho płakała. Przysięgła, że nigdy więcej nie pozwoli, by ktokolwiek na nią nadepnął.
Następnego dnia, bez słowa, zrezygnowała. Zaczęła pracować w małym zakładzie krawieckim w okolicy, miejscu, do którego przychodzili prości ludzie w podartych ubraniach i złamanych nadziejach. Clara miała zręczne ręce i w ciągu roku mały warsztat przekształcił się w prawdziwy biznes. Kupiła nową maszynę do szycia, potem kolejną i wkrótce pracowały u niej cztery kobiety.