Clara wzięła sukienkę w dłonie. Materiał był dobrej jakości, ale krój był sztywny i zimny – zupełnie jak mężczyzna, który ją stworzył. Z igłą i czerwoną nicią zaczęła pracować. Kroiła, szyła, dodawała koronki i serduszka przy każdym ściegu.
Po trzech dniach sukienka była gotowa. Nie była już symbolem arogancji, lecz odrodzenia. Clara założyła ją po raz pierwszy, a Alexandru oniemiał. Suknia leżała na niej idealnie.
– „Kiedyś żartobliwie ci powiedziałem, że się z tobą ożenię, jeśli ją założysz…” – mruknął.
Uśmiechnęła się, ale nie była już tą samą nieśmiałą dziewczyną z korytarza, co wtedy.
– „Powiedziałeś wiele rzeczy, które bolały, Alexandru. Ale wiesz co? Teraz wiem, gdzie jest moje miejsce. Nie pod tobą, ale z tobą – albo bez ciebie, ale z godnością”.
Zrozumiał. Spróbował wziąć ją za rękę, ale cofnęła się o krok.
– „Uszyłam ci suknię. To wszystko, czego potrzebowałaś. Reszty naucz się sama”.