— Co tu się dzieje? — Głos Mihaia Tomescu był spokojny, ale ostry jak brzytwa.
Nikt nie odpowiedział. Słychać było tylko jego kroki na lśniącym marmurze, zbliżające się. Emilia zdała sobie sprawę, że wszyscy patrzą na nią, jakby popełniła przestępstwo.
— Panie Tomescu — powiedziała drżącym głosem — starzec upadł. Pomogłem mu tylko wstać.
Dyrektor zwrócił wzrok na starca. Jego oczy na chwilę złagodniały.
— Ojcze, wszystko w porządku?