Wyrzucono mnie z wesela mojej córki w Paryżu, po tym jak pomogłem za nie zapłacić

To nie ja miałam mówić.

Wróciłam wieczorem do domu i usiadłam przy kuchennym stole. Cisza była przytłaczająca. Na lodówce wciąż wisiało zdjęcie Natalii z ósmej klasy, z koroną na ceremonii wręczenia nagród na koniec roku. Trzymała w dłoni dyplom i szeroko się uśmiechała, jakby cały świat należał do niej.

Wystarczałam jej wtedy.

Otworzyłam laptopa. Zalogowałam się na konto bankowe. Spojrzałam na przelewy z ostatnich kilku miesięcy: 50 000 lei za lokalizację, 30 000 za suknię, 20 000 na „specjalne ustalenia”, reszta na zaliczki i „nagłe wypadki”. W sumie 150 000 lei. Oszczędności gromadzone latami. Nadgodziny. Odwołane urlopy.