„Marc i jego rodzina powiedzieli, że…”
„Marc i jego rodzina nie wychowywali twojego dziecka sami. Nie czuwali z tobą po nocach w łóżku, kiedy miałaś gorączkę. Nie płacili za korepetycje, wycieczki, studia.”
Głos mi zadrżał dopiero pod koniec.
„To niesprawiedliwe” – wyszeptała.
„Masz rację. Nie jest.”
Usiadła na krześle i zaczęła płakać. Nie teatralnie. Nie manipulując. Po prostu płacz przestraszonej osoby.
„Mówili, że jeśli przyjdzie mnie za dużo, to będzie wyglądało… nierówno. Że dopłacą resztę i niech tak zostanie.”
„A czego chciałeś?”
Nie odpowiedziała od razu.
„Chciałam, żeby było prosto. Żeby nikogo nie zdenerwować.”
„A mnie?”
Jej łzy nagle przestały płynąć.
Wtedy zrozumiała.
Nie chodziło o Paryż. Ani o pieniądze. Chodziło o moje miejsce w jej życiu.
„Wstydziłam się odmówić” – mruknęła.
„Wiem” – powiedziałem. „Ale czasami trzeba”.
Przesunąłem w jej stronę telefon.