Serce podskoczyło jej do gardła. Zamarła, oddech zamarł jej w gardle. Zrozumiała wtedy, co Sara miała na myśli. Nie „jeśli”. Ale „kiedy”.
Zrobiła mały krok w stronę drzwi. Parkiet lekko zaskrzypiał. Szelest ucichł.
Cisza.
Za dużo ciszy.
Olga owinęła się szlafrokiem i powoli wyszła na korytarz. Nie zapaliła światła. Ciemność chroniła ich bardziej niż cokolwiek innego. Słabe światło na schodach wyraźnie uwidaczniało drzwi wejściowe.
I buty.
Nie należały do niej.
Męskie buty, brudne od zaschniętego błota, pozostawione niedbale pod ścianą.
Olga poczuła, jak uginają się pod nią kolana. Jej były mąż nie żył od dwóch lat. Zmienił nazwisko. Klucze miały tylko ona i matka.
Wtedy usłyszała westchnienie.