Dziwne westchnienie.
— Wiedziałam, że wrócisz — powiedział cichy głos.
Z ciemności kuchni wyłonił się mężczyzna. Sąsiad z trzeciego piętra. Ion. Mężczyzna, który tyle razy oferował „pomoc przy dziecku”, „naprawę gniazdka”, „przeniesienie moskitier”.
— Co ty tu robisz? — wyszeptała Olga, czując, jak jej strach przeradza się w gniew.
— Przyszłam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Drzwi były otwarte — skłamał głupio.
— Kłamiesz.
Ion uśmiechnął się krzywo.
— Słyszałam, jak rozmawiasz przez telefon. Wiedziałam, że wyjeżdżasz pociągiem. Pomyślałam… że to ten moment.
Olga poczuła zimny dreszcz przebiegający jej po plecach. Ten moment. Po co?
— Odejdź. Teraz, powiedziała wyraźnie.
Mężczyzna zrobił krok w jej stronę. Jeden krok. To wystarczyło.
Olga szybkim ruchem wyjęła telefon z kieszeni i wybrała numer, który otrzymała w pociągu. Nie wiedziała dlaczego. Po prostu tak zrobiła.
— To ja, powiedział spokojnie kobiecy głos. Dojechałaś do domu.