Ion zamarł.
— Kto tam? — zapytał zaniepokojony.
— Ktoś, kto cię widział, powiedziała Olga. I kto już zadzwonił na policję.
To nie była prawda. Ale jej ton był.
Ion zaklął pod nosem, chwycił buty i wybiegł, trzaskając drzwiami. Olga natychmiast zamknęła drzwi na klucz, drżącymi rękami.
Upadła na podłogę i zaczęła cicho płakać.
Nie spała tej nocy. Rano poszła prosto na komisariat. Złożyła skargę. Ponownie zmieniła yalę. Poprosiła o pomoc.
I po raz pierwszy od dawna nie czuła się samotna.
Kilka dni później dostała krótką wiadomość na telefon:
„Słuchałaś. To cię uratowało”.