Wysoki wojskowy myślał, że może zastraszyć cichą dziewczynę w kawiarni

I nigdy nie była.

Podniosła tacę, postawił ją powolnymi, precyzyjnymi ruchami na pobliskim stole, a potem odwróciła się do niego.

  • Powtórzmy – powiedziała cicho, jakby rozmawiała o pogodzie. Ty wchodzisz we mnie. Ty nalewasz kawę. Ja mówię „hej”. A ty…?

Ton był łagodny, ale spojrzenie ostre jak brzytwa. Niektórzy koledzy zaczęli już odsuwać krzesła. W jej głosie było coś, co wcale nie brzmiało jak zwykła kłótnia.

Munteanu uniósł brwi, rozbawiony.

„Ja… kontynuuję śniadanie, co jeszcze?” powiedział z szerokim uśmiechem, starając się utrzymać żartobliwą atmosferę.

Ioana zrobiła mały krok do przodu. Nie groźnie. Nie pospiesznie. Na tyle, żeby uświadomić mu, że ani przez chwilę nie dała się zastraszyć.

„To niesprawiedliwe, Munteanu” powiedziała cicho. Znasz zasady. Kiedy się mylisz… przepraszasz.

Śmiech za nim zaczął cichnąć. Nawet jego najbliżsi przyjaciele wyczuli, że sytuacja się zmienia.

Munteanu przewrócił oczami.