Maria nie przestawała pracować.
— Chcę utrzymać dzieci przy życiu — powiedziała po prostu.
Ciocia Elena milczała. Patrzyła na ściany zawalone kolbami, na spękane dłonie Marii, na dziecko, które zasnęło jej na plecach.
Następnego dnia przyszła znowu. Tym razem z naręczem kolb za sobą.
— Pomyślałam… a co, jeśli po prostu siedzę na polu bez powodu — mruknęła.