WZMOCNIŁA SWÓJ DOM KOKOSAMI

To już nie było potrzebne.

W ciągu kilku dni inni też zaczęli znosić to, co zostało z pola. Nie z litości. Z ciekawości. Niektórzy się śmiali. Inni kręcili głowami. Ale kolby wciąż się piętrzyły.

Maria pracowała od rana do zmroku. Starannie je ugniatała, żeby nie było żadnych szczelin. Kolby wnosiła też na strych. Wkładała też tyle, ile mogła, pod podłogę. Każdą szczelinę wypełniał gliną zmieszaną ze słomą.

Kiedy skończył, dom wyglądał z zewnątrz tak samo.

Ale w środku było inaczej.

Pierwsza zimna noc nadeszła na początku listopada. Szron pokrył ziemię. Trójka dzieci spała w tym samym łóżku, pod dwoma starymi kocami.

Maria leżała bezsennie.

Słuchała wiatru.

Spodziewała się usłyszeć go przechodzącego przez ściany.

Ale tak się nie stało.

Słychać było tylko dochodzące z zewnątrz dźwięki uderzające o deski. W środku panowała cisza. I po raz pierwszy nie marzli.

Potem nadeszła zamieć.