Z lasu wyłoniły się trzy osoby.

Kobieta stała na progu, owinięta w stary szal. Śnieg padał cicho, uderzając ją w ramiona. Wilk patrzył na nią przez kilka długich sekund, po czym wydał z siebie niskie, krótkie zawycie.

W tym głosie było wszystko – wdzięczność, pożegnanie i obietnica.

Od tego dnia wataha nigdy więcej nie zbliżyła się do domu. Ale każdej zimy, gdy jezioro znów zamarzało, kobieta słyszała z daleka znajomy głos. I wiedziała: gdzieś tam, wśród sosen i skał, mieszkał ten, którego kiedyś wyciągnęła z lodowatej wody.

I nigdy więcej nie czuł się samotny w górach.