Z lasu wyłoniły się trzy osoby.

Ranny wilk powoli nabierał sił. Mógł teraz oprzeć się na zabandażowanej nodze. Jadł niewiele, ale pił dużo. Czasami podnosił głowę, słysząc znajome wycie z zewnątrz.

Po tygodniu wstał i poszedł do drzwi.

Kobieta wiedziała: nadszedł czas.

Otworzył szeroko drzwi. Zimne powietrze wpadło do domu. Wilk spojrzał na niego. Ich oczy się spotkały. W jego oczach nie było już bólu. Błyszczało w nich coś innego – rozpoznanie.

Odszedł.

Najpierw powoli, potem coraz pewniej. Pozostali stali już na skraju lasu. Nie podbiegli, nie okrążyli go. Powitali go cicho, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.

Zanim zniknął między drzewami, wilk obejrzał się jeszcze raz.