Kobieta zamarła.
Dźwięk nie był groźny. Był to długi, przeciągły okrzyk, jakby sobie nawzajem odpowiadały. Podszedł do okna i zobaczył je. Stado stało na skraju lasu, kilkadziesiąt metrów od domu. Nie zbliżały się. Po prostu czekały.
Nie wiedział, ile czasu minęło – godzinę czy dwie. Wieczór szybko zapadał. Wilk zdrzemnął się przy piecu, jego oddech stał się bardziej równomierny. Gdy góra całkowicie spowiła się ciemnością, wataha zniknęła.