Z lasu wyłoniły się trzy osoby.

Kobieta zamarła.

Dźwięk nie był groźny. Był to długi, przeciągły okrzyk, jakby sobie nawzajem odpowiadały. Podszedł do okna i zobaczył je. Stado stało na skraju lasu, kilkadziesiąt metrów od domu. Nie zbliżały się. Po prostu czekały.

Nie wiedział, ile czasu minęło – godzinę czy dwie. Wieczór szybko zapadał. Wilk zdrzemnął się przy piecu, jego oddech stał się bardziej równomierny. Gdy góra całkowicie spowiła się ciemnością, wataha zniknęła.

Wrócili następnego dnia.

Nie wszystkie. Tylko dwie. Przyniosły zdobycz – młodego królika – i położyły go na progu. Kobieta zobaczyła go przez okno i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Ostrożnie otworzyła drzwi, podniosła padlinę i spojrzała w stronę lasu. Wilki już zniknęły.

Tak było przez kilka dni.