Po kilku tygodniach pewnego ranka Matilda zobaczyła go, jak patrzy na fotografię młodej kobiety o blond włosach i ciepłym uśmiechu.
— To ona, prawda? Twoja żona?
Skinął głową.
— Ana. Umarła zimą, we śnie. Od tamtej pory nie umiałem już żyć.
Matilda podeszła do stołu i lekko dotknęła ramki.
— Nie kupiłeś żony, Antonie. Kupiłeś głodną duszę.
Podniósł wzrok, zaskoczony.
— Głodną wolności — dodała. — Ale jeśli chcesz, możemy razem nauczyć się od nowa, co znaczy żyć.
W kolejnych miesiącach gospodarstwo się zmieniło. Matilda po raz pierwszy się śmiała. Uczyła się grać na harmonijce, doić krowę i sadzić kwiaty. Anton patrzył na nią z czułością człowieka, który już nie wierzył, że jeszcze kiedyś pokocha.