Potem żarty stały się głośniejsze.
„Uważaj, on pachnie wybielaczem”.
Niektóre dzieci nawet nie zadały sobie trudu, żeby ściszyć głos. Kilku parsknęło śmiechem, widząc ją idącą korytarzem ze spuszczoną głową, tak szybko, jakby miała nadzieję, że podłoga ją pochłonie, zanim ktokolwiek zauważy.
Nauczyłam się udawać, że to nie boli.
Nauczyłam się wzruszać ramionami, uśmiechać się, śmiać się, jakby nic się nie stało. Nauczyłam się tłumić ucisk w piersi i udawać, że kobieta, która mnie wychowała, była tylko detalem w tle.
Nigdy nie powiedziałam babci.
Ani razu.
Nie chciałam, żeby wstydziła się uczciwej pracy. Nie chciałam, żeby myślała, że mnie zawiodła. Nie chciałam, żeby choć przez chwilę uwierzyła, że nie jest wystarczająco dobra.
Była wszystkim.
A potem nadszedł sezon balów maturalnych.