Całkowicie na podróż, która już nie była moja. Ironia losu nie umknęła mojej uwadze, gdy wieszałam sukienki i starannie odkładałam buty na półkę. Brzęczenie trwało, wypełniając pokój swoją nieustającą wibracją.
Westchnęłam, podniosłam telefon i zerknęłam na ekran. Na wyświetlaczu pojawiło się imię mojej mamy, a także kilka nieodebranych połączeń i SMS-ów. Odblokowałam telefon i przejrzałam wiadomości.
„Violet, co się dzieje? Hotel nie pozwala nam się zameldować. Rezerwacja zniknęła. Zadzwoń do mnie natychmiast.”
„Violet, to nie jest śmieszne. Napraw to natychmiast.”
Zaśmiałam się, zanim zdążyłam to powstrzymać. Napraw to. Naprawdę myśleli, że wpadnę i uratuję sytuację po tym, co zrobili.
Telefon znów zawibrował, tym razem dzwoniła Lauren. Pozwoliłam mu zadzwonić, ale zostawiła wiadomość głosową.
„Violet, to takie drobiazgowe” – warknęła, a jej głos ociekał poczuciem wyższości. „Utknęliśmy tu przez ciebie. Musisz natychmiast zadzwonić do hotelu i to naprawić”.
Przewróciłam oczami i usunęłam pocztę głosową, nie słuchając reszty. Przez lata byłam ich naprawiaczką, tą, która wygładzała każdy błąd i nadrabiała zaległości. Już nie.
W końcu zdecydowałam się odebrać, choćby po to, żeby przerwać lawinę telefonów. Głos mamy uderzył mnie niczym fala gniewu, gdy tylko odebrałam.
„Violet, co zrobiłaś? Hotel twierdzi, że rezerwacja została anulowana i żadna z wycieczek nie jest już zarezerwowana!”
Pozwoliłam jej chwilę ponarzekać, po czym spokojnie odpowiedziałam: „Odwołuję je”.