Zaczęłam przeszukiwać cały dom, drżąc. Zawołałam ją po imieniu, ale jedyną odpowiedzią była ciężka cisza, która uwierała mnie w uszy. Mama pojawiła się w korytarzu z rękami na piersi, udając przestraszoną.
— „Może poszła do miasta. Zostaw ją w spokoju, wróci, jak się uspokoi”.
Ale poczułam coś zimnego w żołądku. Maria nie była typem osoby, która wychodzi bez dziecka. Wiedziałam to aż za dobrze.
Pobiegłam do pokoju malucha. Łóżko było puste. Jego ulubiony kocyk też zniknął.
Wtedy ugięły się pode mną kolana.