Zamknąłem żonę w szafie, bo odpowiedziała mojej matce

— „Zabrała dziecko…” mruknęłam, ale głos mi się załamał.

Mama zbladła, ale szybko doszła do siebie.

— „Daj spokój, pewnie chciała go wyprowadzić na świeże powietrze. Wróci”.

Ale widziałam w jej oczach ślad strachu. Doskonale wiedziała, co zrobiłam poprzedniej nocy. Wiedziała też, jak bardzo doprowadziła Marię do granic wytrzymałości.

Wyszłam na ulicę. Sąsiedzi dziwnie na mnie patrzyli. Niektórzy spuszczali wzrok, inni szeptali. Zdałam sobie sprawę, że może ktoś widział, jak Maria wychodzi.

Zapytałam starszą sąsiadkę, ciocię Werginę, która zawsze stała w bramie.

— „Widziałaś moją żonę? Z dzieckiem?”

Długo na mnie patrzyła, jakby się zastanawiała, czy mi powiedzieć, czy nie. Potem westchnęła.

— „Widziałam ją o piątej rano. Szła szybko, z plecakiem na plecach i dzieckiem na rękach. Płakała… ale była zdeterminowana”.

Serce mi zamarło. Tak wcześnie… sama… pieszo.

— „Wiesz, w którą stronę?” zapytałam niemal błagalnie.

— „Na dworzec autobusowy”.

Przygryzłam wargi, aż poczułam krew. Co, jeśli wyjechał z miasta? Co, jeśli próbował dostać się do Klużu? Jak? Za jakie pieniądze?