Wtedy sobie przypomniałam: 200 lei od mamy.
Tyle dała mu na zakupy na targu.
Tyle mu zajęło, żeby uciec.
Pobiegłam na dworzec autobusowy, czując palący ból w piersi z każdym krokiem. Ludzie odwracali się za mną, ale mnie to nie obchodziło. Wbiegłam do środka, rozglądając się.
Jego tam nie było.
Spytałam przy ladzie łamiącym się głosem:
— „Kobieta… młoda… z dzieckiem… kupiła dziś bilet?”
Dziewczyna przy ladzie szybko spojrzała na kasę.
— „Tak. O 5:40. Kupił bilet do Braszowa. Powiedział, że tam przesiądzie się na Kluż”.
Oparłam się o ladę, zakręciło mi się w głowie. Było już daleko.
I po raz pierwszy w całej tej historii uświadomiłam sobie, jak bardzo byłam ślepa. Jak bardzo zraniła ją moja matka. Jak bardzo zraniły ją moje własne decyzje.
I jak ciężko jej było, samej, w obcym mieście.
Wyszedłem na zewnątrz i usiadłem na krawężniku. Wciąż trząsłem się, nie tylko ze zmęczenia, ale też ze wstydu, który mnie palił.
Taksówkarz mnie zauważył.