— „Nie chcę, żebyś wracała… też tam”.
Zatrzymała się. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
— „Co masz na myśli?”
A potem, cichym, szczerym głosem, z całą duszą nagą, powiedziałam do niej:
— „Zerwałam z matką”.
Maria zamrugała, zaskoczona.
— „Co?”
— „Już tam nie idę. Ty też nie. Ani dziecko. Idę z tobą. Jeśli chcesz… jeśli mnie wpuścisz… chcę zacząć od nowa. Dać ci wszystko, czego nie dałam wcześniej”.
Maria zaczęła płakać. Nie ze strachu. Ale z ulgi.
Zrobiła krok w moją stronę.
A potem kolejny.
A kiedy położyła mi dziecko na rękach, poczułam, że po raz pierwszy w życiu zrobiłam coś dobrze.
Tego dnia, na dworcu autobusowym w Braszowie, postanowiłem być mężczyzną. Nie synkiem mojej mamy.
I po raz pierwszy poczułem, że zasługuję na rodzinę.