Zobaczyłem go.
David stał przed ołtarzem, obejmując Vanessę w talii. Jego twarz, pewna siebie i arogancka, zmieniła się w jednej chwili, gdy jego wzrok padł na mnie. Była mieszaniną zdumienia, gniewu i cienia strachu.
Vanessa zamrugała kilka razy, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów. Potem odwróciła się do niego z zimnym uśmiechem, ale w jej oczach kryło się nieme pytanie: „Kim jest ta kobieta?”.
Zrobiłem krok naprzód, a lśniąca marmurowa posadzka wzmocniła odgłos moich kroków. Edi stał obok mnie, spokojny, majestatyczny, z tą miną, która sprawiała, że mężczyźni ustępowali mu miejsca bez słowa.