Czułem na sobie spojrzenia wszystkich. Kilka kobiet szeptało, kilku mężczyzn patrzyło z ciekawością pomieszaną z podziwem. A biedny David, zdawał się nie oddychać.
Zatrzymaliśmy się kilka kroków od niego.
„Cześć, David” – powiedziałem ciepłym, niemal łagodnym głosem. „Gratulacje. To wielki dzień, prawda?”
Próbował się uśmiechnąć, ale jego usta się skrzywiły. „Clara… Nie sądziłem, że przyjdziesz.”
„Jak mogłem coś takiego przegapić?” odpowiedziałem, unosząc lekko brew. „Zwłaszcza, że wiem, że chciałaś się ze mną zobaczyć.”
Edi położyła mi rękę na plecach – dyskretny gest, ale wystarczający, żeby wszyscy zrozumieli, kim teraz jestem. A kiedy organizatorka imprezy podeszła, żeby nas zaprowadzić do stołu, dostrzegłem matkę Davida, która patrzyła to na mnie, to na syna z wyrazem ukrytej satysfakcji.
„Wyglądasz dobrze” – powiedziała cicho. „Lepiej niż kiedykolwiek.”