Zaraz po porodzie stanęłam twarzą w twarz z moim byłym mężem na szpitalnym korytarzu.

Tego wieczoru oddział ucichł, a blade światło księżyca przesuwało się po ścianach sali. Leżałam z otwartymi oczami, słuchając spokojnego oddechu mojej córeczki. Paweł spał na fotelu obok, a mój telefon na szafce nocnej zdawał się pulsować w ciemności.

Nie miałam odwagi go dotknąć.

Słowa Krzysztofa wracały do mnie jak echo.

Następnego dnia wypisano mnie ze szpitala w Krakowie. Wszystko wyglądało normalnie. Paweł był troskliwy, niósł torbę, pomagał mi wsiąść do samochodu. A jednak coś się zmieniło.