Zaraz po porodzie stanęłam twarzą w twarz z moim byłym mężem na szpitalnym korytarzu.

Jego spojrzenie.
Uśmiech.
Były jakby… wyuczone.

W domu przywitał mnie zapach świeżych kwiatów i baner: „Witaj w domu, Mamo!”. Mama i siostra przygotowały niespodziankę. Powinnam być szczęśliwa.

A jednak w środku narastał niepokój.

Następnej nocy nie mogłam spać. Paweł powiedział, że wychodzi wyprowadzić psa — ale pies spał zwinięty przy łóżku.

Zeszłam cicho na dół. W gabinecie paliło się światło. Drzwi były uchylone.

Usłyszałam jego głos.

– Nie teraz. Załatwię to po chrzcinach. Wiem, ile jestem winien. Daj mi jeszcze trochę czasu.

Zamarłam.

Podłoga skrzypnęła. Paweł nagle otworzył drzwi i zobaczył mnie.

Uśmiechnął się — sztucznie.