Zatrzymałam się o krok od stolika kawowego.

Odwrócił się do mnie całym ciałem. — Obraziłaś się? — zapytał tym tonem, którym rozmawiał ze mną od lat, gdy uznawał, że mam humory. — Boże, przecież cię pochwaliłem. Powiedziałem, że gotujesz lepiej niż sprzątaczka. Powoli skinęłam głową. — Tak. Słyszałam. Mrugnął.

— Co… słyszałaś? — Wszystko, Marek. Przez chwilę tylko na mnie patrzył, jakby nie rozumiał słów. Potem roześmiał się krótko, nerwowo. — Stałaś pod drzwiami?

— Tak. — I co, teraz będziesz robić sceny? — zerknął na Krzysztofa, jakby już z góry przepraszał. — To nie czas, Elżbieto. Zwróciłam się do gościa. — Przepraszam, panie Krzysztofie. Widocznie mój mąż zapomniał uprzedzić, że dziś nie zaprosił pana do domu, tylko do pomieszczenia służbowego. Marek pobladł.

— Co ty bredzisz?! — Przecież sam tak powiedział — wzruszyłam ramionami. — Personel pomocniczy z pieczątką w dowodzie. Krzysztof powoli wypuścił powietrze. — Ciekawe określenie. — Elżbieto! — Marek wstał. — Dosyć!