Zdesperowana poszłam do kancelarii notarialnej, wiedząc, że mój były mąż, jego kochanka i jego matka czekają tam na mnie

W kolejnych dniach chodziłam tam. Budynek był stary, porośnięty bluszczem, ale światło pięknie wpadało przez duże okna. Na zakurzonym stole znalazłam list.

„Eleno, jeśli to czytasz, to znaczy, że się nie poddałaś. Naucz się odbudowywać, tak jak potrafiłaś zbudować dom z każdej ruiny”.

Płakałam. Ale nie ze smutku. Ale z wdzięczności.

Dziś, w miejscu tego warsztatu, otworzyłem mały ośrodek dla młodych ludzi marzących o zostaniu architektami. Na ścianie wisi stary klucz i tablica z napisem:

„Dla tych, którzy stracili wszystko i mieli odwagę zacząć od nowa”.

Po raz pierwszy od lat poczułem się jak w domu.