Kiedy otworzyła drzwi do sali konferencyjnej, zaparło jej dech w piersiach.
Na czele stołu, nienagannie ubrany, z tym samym zimnym spojrzeniem, siedział Dănuț Munteanu.
Dyrektor generalny.
Mężczyzna, który zniszczył jej świat.
A tam, obok niej, trzymając ją za rękę, stał Andriej — ciekawski, uśmiechnięty, z oczami, które zdradzały wszystko.
Wzrok Dănuța zatrzymał się na dziecku.
Zaniemówił.
Potem jego wzrok powędrował ku Klarze.
Po raz pierwszy od tylu lat cisza między nimi była pełna prawdy.
— Czy to… moje dziecko? — wyszeptał prawie niesłyszalnie.