W tym momencie cisza ogarnęła stację niczym gruby koc. Tylko zimny wiatr wciąż niósł suche liście po krawężniku. Bogdan, który do tej pory mocno się trzymał, zaczął częściej mrugać, jakby nie był już pewien, co go czeka. Nie spodziewał się półkola zdeterminowanych ludzi ani tych ciężkich spojrzeń, które go przeszywały.
Elena, wciąż leżąca na ziemi, z trudem podnosiła kule. Kobieta w czerwonym płaszczu zebrała się na odwagę i podeszła pierwsza, wyciągając do niej rękę. Potem inny mężczyzna schylił się i podniósł jej torbę szkolną. Nagle cały wstyd ludzi na stacji przerodził się w gest solidarności.
Ionuț podszedł do niej i cicho zapytał: