“Zejdź mi z drogi, kaleko!” krzyknął wysoki głupek i kopnął niepełnosprawną dziewczynę

„Czy ktoś potrzebuje pomocy?”.

Ionuț podniósł kule Eleny i powiedział:

„Chodź, Eleno. Idź na zajęcia. My zajmiemy się resztą”.

Elena wsiadła do autobusu z tym rzadkim uśmiechem, tym, który pojawia się, gdy widzisz, że świat ma jeszcze odrobinę światła.

A za nią prawie setka osób wracała już do domu, w towarzystwie Bogdana, który po raz pierwszy w życiu zdawał się zmierzać we właściwym kierunku.

Bo czasami jeden poranek może zmienić człowieka.

A czasami setka rowerzystów może zmienić cały świat.