„Czy ktoś potrzebuje pomocy?”.
Ionuț podniósł kule Eleny i powiedział:
„Chodź, Eleno. Idź na zajęcia. My zajmiemy się resztą”.
Elena wsiadła do autobusu z tym rzadkim uśmiechem, tym, który pojawia się, gdy widzisz, że świat ma jeszcze odrobinę światła.
A za nią prawie setka osób wracała już do domu, w towarzystwie Bogdana, który po raz pierwszy w życiu zdawał się zmierzać we właściwym kierunku.
Bo czasami jeden poranek może zmienić człowieka.
A czasami setka rowerzystów może zmienić cały świat.