Zięć wstawił zamek do pokoju w moim mieszkaniu: „To nasza prywatna prz

Cisza.

— Nie ma? — zdziwiłam się. — Jaka szkoda. To znaczy, że prawnie jesteście tu gośćmi. Gośćmi, którzy zasiedzieli się. Gośćmi, którzy uznali, że mogą przerabiać dom gospodarza pod siebie, nawet nie pytając o zgodę.

Zabrałam kartkę z jego palców i ostrożnie wsunęłam z powrotem do teczki.

— Mówiłeś o prywatnej przestrzeni, Oleg? Usłyszałam cię. Moja prywatna przestrzeń to całe to mieszkanie. Kuchnia, korytarz, łazienka i — wyobraź sobie — tamten pokój z fiołkami. I chcę odzyskać tę przestrzeń.

— Wyrzucasz nas? — Lena wreszcie się odezwała. W jej głosie dzwoniły łzy, ale widziałam: ona wciąż liczy, że mama zaraz ochłonie, nakarmi kolacją i wszystko będzie jak dawniej. Wygodnie. Ciepło. Za darmo.

— Daję wam dwadzieścia cztery godziny — spojrzałam na zegar na ścianie. — Czas start. Jutro o siódmej wieczorem wrócę z pracy. Do tego momentu w mieszkaniu nie ma być ani waszych rzeczy, ani waszego zamka. Drzwi do sypialni mają być naprawione. Jeśli nie — wezwę fachowca i wymienię wkładkę w zamku drzwi wejściowych.

— To dokąd my pójdziemy?! — krzyknął Oleg, a jego twarz pokryła się plamami. — Na noc, tak z marszu? Nie mamy teraz pieniędzy na wynajem, wszystko wpakowaliśmy w sprawę!

— W sprawę? — powtórzyłam. — W nowy komputer do gier? Czy w ten zamek, który wstawiłeś? A tak w ogóle — paragon za zamek zachowałeś? Możesz oddać do sklepu. To będzie twoje „ile trzeba” na start.