Napisałam odpowiedź, pomyślałam i skasowałam.
Zięć wstawił zamek do pokoju w moim mieszkaniu: „To nasza prywatna prz
Zamiast tego nalałam sobie herbaty, odkroiłam kawałek sera i usiadłam przy oknie. Za szybą padał śnieg, zakrywając ślady opon i czyjejś urazy.
Rozwaliłam rodzinę? Nie. Ja tylko przypomniałam, że rodzina to wtedy, kiedy się o siebie dba, a nie kiedy dzieli się terytorium.
A prywatna przestrzeń w cudzym mieszkaniu kosztuje dokładnie tyle, ile kosztuje wynajem tego mieszkania.
Za darmo bywa tylko w pułapce na myszy. Albo w akademiku, gdzie rządzi kierownik domu studenckiego. A dziś kierownik wreszcie skończył dyżur i znów stał się po prostu mamą.
Mamą, która czeka w gości. Ale tylko w gości.