— Tak. Wiem dokładnie. Ludzie, którzy myśleli, że mogą zrobić krzywdę bez płacenia. Ale każdy ma swój dzień. Twój nadszedł dzisiaj.
Policjant skinął głową, pod wrażeniem.
— Proszę pani, szczerze… Chciałabym, żeby w tym kraju było więcej takich jak pani.
Poprawiła czapkę, cofnęła się o krok i powiedziała po prostu:
— Nie chodzi o odwagę. Chodzi o to, żeby nie oglądać się za siebie, gdy ktoś jest w niebezpieczeństwie.
Gdy szła w stronę skraju lasu, słońce zaczynało wschodzić przez gałęzie. Światło musnęło jej mundur, a zimne powietrze zdawało się wypełniać nowym rodzajem spokoju – tym, który pojawił się po burzy.
Starszy mężczyzna spojrzał na nią z karetki, szepcząc przez łzy:
— Niech Bóg cię błogosławi, mała dziewczynko… byłaś dziś moim aniołem.
I po raz pierwszy od dawna kobieta w mundurze naprawdę się uśmiechnęła.