Złodzieje leśni zaatakowali kobietę ubraną w mundur wojskowy

Spokojny i stanowczy głos wielu mógłby uznać ją za oficera zawodowego. I mieli rację. To była kapitan Andreea Petrescu z sił specjalnych, z niezapowiedzianą misją. Przybyła w to miejsce po coś innego, ale instynkt nie pozwolił jej pozostać obojętną na to, co zobaczyła.

Po kilku minutach syreny policyjnych radiowozów przerwały ciszę lasu.

— Dobrzy ludzie, co tu jest? — krzyknął policjant wysiadający z samochodu.

— Cztery nieprzytomne, jedna uzbrojona. Staruszek potrzebuje karetki — powiedziała krótko, podtrzymując mężczyznę.

Staruszek spojrzał na nią ze łzami w oczach.

— Moja dziewczyno… Nawet nie wiem, jak ci dziękować… gdybyś nie przyjechała, byłbym skończony.

Andreea lekko się uśmiechnęła.

— Nie musisz mi dziękować. Uważaj na siebie i nie błąkaj się sama po lesie. Świat się zmienił.

Kiedy ekipa medyczna ładowała staruszka do karetki, jeden ze złodziei cicho wymamrotał:

— Nie… masz pojęcia… kim… jesteśmy.

Andreea odwróciła się do niego, jej wzrok był ostry.