Zobaczyłem mojego syna siedzącego na ławce w parku z dzieckiem

Wysłałem Marcusa, żeby pracował dla niego jako kierownik sprzedaży, pozbawiony jednak swojego statusu, na rozkaz człowieka, który nim gardził.

„Mamo, dam sobie radę” – powiedział mi wtedy Marcus. „Chcę, żeby Tiffany i jej ojciec szanowali mnie za moje zasługi, a nie za twoją książeczkę czekową”.

Zgodziłem się, mimo że żołądek mi się ściskał. Chciałem, żeby nauczył się to znosić, żeby zobaczył te brzydkie miny, jakie robią ludzie, kiedy myślą, że mają nad tobą absolutną władzę. Chciałem, żeby zobaczył Gallowayów takimi, jakimi naprawdę są. I Boże, zobaczył.