Stałem tam przez kilka sekund, niezdolny wydusić z siebie słowa. Po prostu ich obserwowałem. Dwoje ludzi, którzy całe życie spędzili pracując, wychowując dzieci, poświęcając się, skończyło porzucone niczym stary bagaż na poboczu drogi.
„Nie jesteście ciężarem” – powiedziałem stanowczo, choć głos mi drżał. „I nie zostaniecie tutaj”.
Podałem im butelkę zimnej wody z samochodu. Kobieta piła drżącymi rękami, jakby woda była luksusem. Mężczyzna najpierw odmówił, z dumy, potem wziął kilka małych łyków.